Środowisko i dobrostan zwierząt

Dlaczego produkty przyjazne zwierzętom i dobrostan zwierząt są ważne dla Dr Baumann SkinIdent.

"Współczucie jest podstawą moralności" - powiedział znany filozof Artur Schopenhauer. Współczucie dla tych, którzy nie mogą uwolnić się od cierpienia zadawanego im przez ludzi. Dotyczy to przede wszystkim dzieci i osób starszych, ale także zwierząt. Prawa dzieci i osób starszych są przynajmniej chronione przez prawo. Ale czy dotyczy to również zwierząt, które mają być chronione przez "Ustawę o ochronie zwierząt"? Niestety, rzeczywistość różni się od tego, w co wierzy większość ludzi. Przy bliższym przyjrzeniu się, przepisy dotyczące ochrony zwierząt w różnych krajach są niestety "przepisami dotyczącymi wykorzystywania zwierząt", które nie chronią zwierząt ani przed cierpieniem, ani przed śmiercią. Chociaż na przykład niemiecka ustawa o dobrostanie zwierząt zabrania zabijania i torturowania zwierząt "bez uzasadnionej przyczyny", jest to prawie "bezzębny tygrys" z powodu tak wielu wyjątków, że prawo to stanowi nawet podstawę prawną dla tych, którzy chcą torturować i zabijać zwierzęta z powodów komercyjnych i innych. Ta ustawa o ochronie zwierząt pozwala na okrutne torturowanie i zabijanie milionów zwierząt. Media nieustannie o tym informują, a mimo to nic się nie zmienia. Coś może się zmienić tylko wtedy, gdy każda osoba będzie chciała spełnić moralną odpowiedzialność wobec innych stworzeń, które są zdolne do cierpienia.

Niektórzy ludzie bez wątpienia powiedzą, że jako jednostki nie mogą niczego zmienić. To oczywiście nieprawda, ponieważ to tylko wymówka: możesz zacząć od siebie i swoich zwierząt domowych, aby wycofać swoje wsparcie z całego tego systemu, który opiera się na cierpieniu i śmierci milionów zwierząt!
Oczywiście warunkiem wstępnym jest to, że chcesz prawdziwego dobrostanu zwierząt, który naprawdę chroni nasze stworzenia przed cierpieniem i śmiercią.

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się nad tym, co dokładnie oznacza dobrostan zwierząt, jeśli myślisz o nim poważnie? Czy dobrostan zwierząt oznacza ochronę arbitralnie wybranych przytulanek, takich jak psy i koty, czy też ochronę wszystkich zwierząt zdolnych do cierpienia bez arbitralnej selekcji?

Prawdziwy, kompleksowy dobrostan zwierząt chroni wszystkie zwierzęta. Ale logicznie wynika z tego również, że nie wolno nam zabijać zwierząt ani zlecać ich uboju w celu karmienia nimi naszych pupili. Chęć jednoczesnej ochrony i zabijania zwierząt jest sprzecznością samą w sobie. Jeśli bowiem zabijamy zwierzę, odbieramy mu najważniejszą i najcenniejszą rzecz, jaką posiada: życie. Konsekwencją tego jest to, że zwierzęta domowe nie powinny być karmione dostępną w handlu gotową karmą zawierającą mięso zabitych zwierząt. Ponieważ ochrona tych ubitych zwierząt byłaby wtedy nadrzędna! Dobrostan zwierząt oznacza zatem również karmienie własnych zwierząt domowych bez mięsa.



Fakt, że ma to sens, a nawet jest dobre dla zdrowia zwierząt domowych, jest potwierdzony przez szeroki zakres doświadczeń w dziedzinie dobrostanu zwierząt:http://www.vgt.ch/doc/veg-hund-katz/index.htmhttp://www.vegetarismus.ch/peta/hunde.htmhttp://www.peta.de/web/fleischlose_kost.155.html Uczciwy, a zatem prawdziwy dobrostan zwierząt zaczyna się zatem od karmienia zwierząt, ale także odwłasnej diety.

Decyzja za lub przeciw konsumpcji mięsa zawsze oznacza rozważenie moralnych i etycznych aspektów krótkiego doznania smakowego mięsa w porównaniu z życiem lub śmiercią zwierzęcia. Każdy, kto uczciwie zapyta swoje sumienie, nie będzie przywiązywał większej wartości moralnej do krótkiego doznania smakowego niż do życia zwierzęcia lub zwierzęcego dziecka.

Czy nasze zdrowie usprawiedliwia przynajmniej cierpienie i śmierć milionów zabijanych zwierząt? Znaczenie zdrowej diety jest nie do przecenienia. Dlatego lekarze zapewniają nas, że bezmięsna dieta wegańska bez składników pochodzenia zwierzęcego jest jeszcze zdrowsza. Warunkiem jest oczywiście to, by była ona dobrze zaplanowana i zróżnicowana. Udowodniło to wiele badań przeprowadzonych przez renomowanych naukowców i uniwersytety. Obecnie istnieje nawet udowodniony związek między dietą opartą na mięsie a niektórymi rodzajami raka.
Badania żywieniowe dotyczące związku między mięsem a produktami pochodzenia zwierzęcego można przeczytać w łatwych do zrozumienia streszczeniach na stronie internetowej "Lekarzy na rzecz promocji żywienia wegetariańskiego" www.fleisch-macht-krank.de.

We wspólnym dokumencie z 2003 roku ADA ( Amerykańskie Stowarzyszenie Dietetyczne) i DC (Kanadyjskie Stowarzyszenie Dietetyczne ) komentują korzyści zdrowotne diety wegetariańskiej i wegańskiej. Do stowarzyszeń tych należą najbardziej znani dietetycy w USA i Kanadzie. Samo ADA liczy około 70 000 członków. W stanowisku tym stwierdza się między innymi:

"Dobrze zaplanowane diety wegańskie i inne formy diet wegetariańskich są odpowiednie dla wszystkich etapów cyklu życia, w tym ciąży, laktacji, wczesnego i późniejszego dzieciństwa oraz okresu dojrzewania.
Diety wegetariańskie oferują szereg korzyści." Dalej czytamy:

"Amerykańskie Stowarzyszenie Dietetyczne (ADA) i Kanadyjskie Stowarzyszenie Dietetyczne (DC) stoją na stanowisku, że rozsądnie zaplanowana dieta wegetariańska jest prozdrowotna, odpowiednia pod względem odżywczym i przynosi korzyści zdrowotne w zapobieganiu (zapobieganiu) i leczeniu niektórych chorób".

"Obowiązkiem dietetyków jest wspieranie i zachęcanie osób zainteresowanych przyjęciem diety wegetariańskiej".

Wypowiedzi jednego z najbardziej uznanych i renomowanych niemieckich dietetyków, prof. dr Clausa Leitzmanna z Uniwersytetu w Giessen, są również jednoznaczne:

"Badania z udziałem wegan, które zostały przeprowadzone na całym świecie, ale także przez nas, pokazują, że weganie są średnio znacznie zdrowsi niż ogół populacji. Masa ciała, ciśnienie krwi, poziom tłuszczu i cholesterolu we krwi, czynność nerek i ogólny stan zdrowia częściej mieszczą się w normie. Oprócz tych pozytywnych aspektów, dieta wegańska oznacza również, że środowisko jest mniej niszczone (obornik i metan z hodowli zwierząt), że tak zwane kraje rozwijające się stają się bardziej niezależne (brak importu paszy dla zwierząt) i że zwierzęta są traktowane w sposób odpowiedni dla gatunku. W rezultacie hodowla zwierząt, transport zwierząt i testy na zwierzętach zostaną ograniczone, a w niektórych przypadkach mogą zostać całkowicie wyeliminowane".

PCRM ("The Physicians' Committee for Responsible Medicine") jest organizacją non-profit, która promuje medycynę prewencyjną, prowadzi badania kliniczne i promuje wyższe standardy etyki i skuteczności w badaniach.

PCRM zaleca dietę wegańską jako najzdrowszą dietę i uzasadnia to w logiczny i zrozumiały sposób:"Dieta wegańska, która nie zawiera produktów pochodzenia zwierzęcego, jest nawet zdrowsza niż dieta wegetariańska. Dieta wegańska nie zawiera cholesterolu, a nawet mniej tłuszczu, tłuszczów nasyconych i kalorii niż dieta wegetariańska, ponieważ nie zawiera produktów mlecznych i jaj. Badania naukowe pokazują, że korzyści zdrowotne wzrastają, gdy zmniejsza się ilość żywności pochodzenia zwierzęcego w diecie, co sprawia, że dieta wegańska jest ogólnie najzdrowsza". www.pcrm.org/health/veginfo/nutritionfaq.html

Spożywanie mleka i produktów mlecznych jest również bardziej niż wątpliwe z punktu widzenia zdrowia i całkowicie niedopuszczalne z punktu widzenia prawdziwego dobrostanu zwierząt.

Raport telewizji NDR podsumowuje zagrożenia dla zdrowia w pigułce:www.myvideo.de/watch/127627/Wie_gesund_ist_Milch_wirklichhttp://www.youtube.com/watch?v=hHxWELDqsSw

Krowy mleczne są wyczerpywane w krótkim czasie (ułamek ich normalnej długości życia) przez ciągłą turbo produkcję mleka i są poddawane ubojowi. Krowy są stale zapładniane, aby przepływ mleka nie wysychał. Po porodzie matka i dziecko są rozdzielane z wielkim cierpieniem. Ale to nie koniec męki dla cieląt. Cielęta płci żeńskiej są wysyłane do produkcji mleka, gdzie, podobnie jak ich matki, są wyczerpane przez resztę swojego krótkiego życia. Samce trafiają do produkcji mięsa. Ponieważ jednak na całym świecie produkuje się zbyt wiele cieląt, są one po prostu niszczone w tak zwanych "ubojniach stadnych".

Okrucieństwo wobec zwierząt w produkcji jaj na fermach kur niosek na całym świecie jest dobrze znane i zostało nawet uznane za okrucieństwo wobec zwierząt przez niemiecki Trybunał Konstytucyjny (tzw. "orzeczenie w sprawie kur niosek").
Ponieważ tylko samice kur znoszą jaja, ale tak samo wiele samców kur jest produkowanych z inkubowanych jaj, to właśnie te pisklęta są gazowane jako bezużyteczne odpady lub miażdżone żywcem w niszczarce.

Jaki jest więc argument za jedzeniem mięsa, gdy weźmiemy pod uwagę cierpienie i śmierć tak wielu zwierząt oraz negatywny wpływ na nasze zdrowie? Jedyne, co nam pozostaje, to krótkotrwałe doznania smakowe związane z mięsem. Ale czy jest to moralnie ważniejsze niż życie zwierzęcia?

Nawet w produktach kosmetycznych składniki pochodzenia zwierzęcego nie mają przewagi nad składnikami aktywnymi pochodzenia roślinnego. Konsekwencją tej świadomości może być oczywiście rezygnacja ze składników pochodzenia zwierzęcego również w produktach kosmetycznych. Z pewnością nie musimy omawiać faktu, że testy na zwierzętach są całkowicie niedopuszczalne w przypadku kosmetyków. Ale co z testami na zwierzętach w medycynie, gdzie zawsze mówi się nam, że testy na zwierzętach są niezbędne dla dobra ludzi?

Eksperymenty na zwierzętach powinny być zasadniczo odrzucane z powodów medycznych i etyczno-moralnych, ponieważ wyniki eksperymentów na zwierzętach nie mogą być przenoszone na ludzi ze względu na różnice gatunkowe między ludźmi a zwierzętami. Przenoszenie wyników na ludzi, które mimo to jest przeprowadzane miliony razy, staje się czystą grą losową ze szkodą dla ludzi i zwierząt. Ludzie ponoszą najpoważniejsze szkody w wyniku nieprzenoszalnych, wprowadzających w błąd wyników eksperymentów na zwierzętach (np. talidomid, Lipobay). Niemniej jednak, grupy interesu usprawiedliwiają to twierdząc, że eksperymenty na zwierzętach są korzystne dla ludzkiego zdrowia. To nienaukowe, błędne podejście oznacza, że nie prowadzi się badań nad naprawdę skutecznymi terapiami i znaczącymi testami. Wielu lekarzy, a nawet byłych eksperymentatorów na zwierzętach, zdało sobie z tego sprawę i protestuje przeciwko wszelkim formom testów na zwierzętach. Kilka przykładów: Prof. Pietro Croce, MD, który napisał książkę "Tierversuch oder Wissenschaft" ("Eksperymenty na zwierzętach czy nauka", opublikowaną przez CIVIS Massagno/Szwajcaria, ISBN 3-905280-05-7), były eksperymentator na zwierzętach dr med. fil. Christopher Anderegg, lekarz medycyny i biolog, który przeprowadzał eksperymenty na zwierzętach w USA i Szwajcarii w latach 1979-1988, dopóki nie zdał sobie sprawy, że to okrucieństwo wobec zwierząt w rzeczywistości szkodzi ludziom poprzez mylące wyniki. Następnie założył "Stowarzyszenie na rzecz Zniesienia Eksperymentów na Zwierzętach" w Zurychu w Szwajcarii (więcej informacji na temat dr Anderegga można znaleźć na stronie www.animalexperiments.ch). W Niemczech istnieje stowarzyszenie "Lekarze przeciwko eksperymentom na zwierzętach" (w Internecie pod adresem www.aerzte-gegen-tierversuche.de). Lista lekarzy i naukowców, którzy zdali sobie sprawę, że eksperymenty na zwierzętach nie są uzasadnione ze względów etycznych, a w szczególności zdrowotnych w interesie ludzi, mogłaby być długa.

Dlaczego więc eksperymenty na zwierzętach nadal istnieją? Dlaczego społeczeństwo i wybierani przez nie politycy nie sprzeciwiają się testom na zwierzętach? Odpowiedź: Ponieważ osobom niezaangażowanym (w tym większości lekarzy) bardzo trudno jest uzyskać wgląd w tę dziedzinę, która jest często ukryta przed opinią publiczną, i zapoznać się z nią w taki sposób, aby byli w stanie rozpoznać okrutną prawdę stojącą za eksperymentami na zwierzętach, a także dlatego, że osoby, które czerpią zyski z eksperymentów na zwierzętach, nie chcą niczego zmieniać z oczywistych powodów (korzyści finansowe, aspiracje zawodowe). Politycy musieliby zainwestować pracę i czas, aby zrozumieć powiązania, a następnie mieć odwagę uchwalić prawo przeciwko potężnym grupom interesu. Po wyborach parlamentarnych w Niemczech, które odbyły się najpóźniej we wrześniu 2002 r., nawet ostatni iluzjonista wie, że większość polityków nie opiera swoich działań na zasadach moralnych, ale na nastrojach ludności i interesach potężnych organizacji przemysłowych i związków zawodowych. Wyjaśnia to również sprzeczność w polityce polegającą na włączeniu ochrony zwierząt do ustawy zasadniczej przy jednoczesnej obojętności na cierpienie zwierząt, nie tylko podczas eksperymentów na zwierzętach.

Jeśli jesteśmy uczciwi wobec siebie i mamy odwagę kwestionować nasze sumienie, nie będziemy w stanie uniknąć odrzucenia między innymi testów na zwierzętach i konsumpcji produktów pochodzenia zwierzęcego. Ale czy nie ma jeszcze małego wyjścia, aby uratować małe doznania smakowe mięsa (i kiełbasy), zwłaszcza że zwykle możemy spodziewać się presji ze strony naszego partnera, przyjaciół i otoczenia, jeśli przestaniemy jeść mięso? Czy zatem nie jest dobrym wyjściem przestawienie się na mięso organiczne pochodzące z "odpowiedniej dla gatunku hodowli zwierząt"?

Pierwszym pytaniem, jakie należy tu zadać, jest to, czy krótkie "życie odpowiednie dla gatunku" jest etycznym uzasadnieniem dla zabijania zwierząt. Zabicie zdrowego zwierzęcia jest sprzeczne z prawdziwym, szczerym dobrostanem zwierząt bez wymówek. Jest jednak jeszcze jeden ważny powód: Nawet jeśli te "organiczne" zwierzęta nie są hodowane w rolnictwie fabrycznym, które jest okrutne dla zwierząt, nadal są zabijane w tych samych rzeźniach, co inne "zwierzęta rzeźne" z rolnictwa fabrycznego. Ponieważ jednak większość ludzi nigdy nie odwiedziła normalnej rzeźni, powinniśmy poprosić ekspertów o opisanie tego, co się tam dzieje.
Tylko wtedy będziemy mogli wyrobić sobie opinię na temat rzeźni i ich znaczenia zarówno dla naszych zwierząt, jak i dla nas samych:



Po pierwsze, raport (z: http://www.vegetarismus.ch/heft/98-2/schlacht.htm) byłej studentki weterynarii i obecnej weterynarz Christiane M. Haupt o jej doświadczeniach w zwykłej niemieckiej rzeźni pod tytułem:"Dla dobra małego kęsa mięsa...""Przyjmowane są tylko zwierzęta transportowane zgodnie z przepisami dotyczącymi dobrostanu zwierząt i odpowiednio oznakowane", napisano na znaku nad betonową rampą. Na końcu rampy, sztywna i blada, leży martwa świnia. "Tak, niektóre umierają podczas transportu. Zapaść krążeniowa". Jakie to szczęście, że zabrałem ze sobą starą kurtkę. Chociaż jest dopiero początek października, jest bardzo zimno, ale to nie jedyny powód, dla którego marznę. Chowam ręce w kieszeniach, zmuszam się do przybrania przyjaznej miny i słucham dyrektora rzeźni, który wyjaśnia mi, że nie przeprowadzają już inspekcji na żywo, tylko inspekcje na żywo. 700 świń dziennie, jak to możliwe? "I tak nie ma chorych zwierząt. Natychmiast odesłalibyśmy je z powrotem, a to kosztowałoby dostawcę wysoką grzywnę. Zrobi to raz, a potem już nie". Kiwam posłusznie głową - trzymaj się, po prostu trzymaj się, musisz mieć te sześć tygodni za sobą - co dzieje się z chorymi świniami? "Jest bardzo specjalna ubojnia". Dowiaduję się wiele o przepisach transportowych i o tym, o ile bardziej rygorystyczny jest obecnie dobrostan zwierząt. To słowo, wypowiedziane w tym miejscu, brzmi makabrycznie. W międzyczasie piętrowa ciężarówka podjechała do rampy pod nami, chrząkając i piszcząc wieloma głosami. Szczegóły są ledwo dostrzegalne w porannej ciemności; scena ma w sobie coś nierealnego i przypomina te upiorne kroniki filmowe z czasów wojny, rzędy szarych wagonów pełnych zaniepokojonych, bladych twarzy na rampach załadunkowych, nad którymi przykucnięte tłumy ludzi są przepędzane przez mężczyzn niosących karabiny. Nagle znalazłem się w samym środku tego wszystkiego. Takie rzeczy śnią się w złych snach, z których budzisz się zlany zimnym potem: Pośród unoszącej się mgły, w mroźnym zimnie i brudnym półmroku, ten bezimiennie zły budynek, ten płaski, anonimowy blok z betonu, stali i białych dachówek, na samym tyłach, na usztywnionym mrozem skraju lasu; to tutaj dzieje się to, co niewypowiedziane, o czym nikt nie chce wiedzieć.

Krzyki są pierwszą rzeczą, którą słyszę tego ranka, kiedy przyjeżdżam, aby rozpocząć obowiązkowy staż, którego odmowa oznaczałaby pięć straconych lat nauki i niepowodzenie wszystkich moich planów na przyszłość. Ale wszystko we mnie - każde włókno, każda myśl - to odmowa, to obrzydzenie i przerażenie oraz świadomość nieobliczalnej bezsilności: konieczność patrzenia, niezdolność do zrobienia czegokolwiek, a oni zmuszą cię do przyłączenia się, do splamienia cię krwią. Nawet z daleka, gdy wysiadam z autobusu, krzyki świń uderzają mnie jak nóż. Przez sześć tygodni będą rozbrzmiewać w moich uszach, godzina po godzinie, bez przerwy. Trzymaj się. W pewnym momencie to się skończy. Nigdy dla zwierząt. To coś w rodzaju złych snów, z których budzisz się zlany zimnym potem. Gołe podwórze, kilka ciężarówek-chłodni, tusze świń na hakach w jasno oświetlonych drzwiach. Wszystko jest skrupulatnie czyste. To jest front. Szukam wejścia, jest z boku. Mijają mnie dwie ciężarówki z bydłem, żółte reflektory w porannej mgle. Blade światło wskazuje mi drogę, oświetlając okna. Kilka kroków i jestem w środku, a teraz wszystko jest tylko białymi kafelkami. Nie widać żywej duszy. Biały korytarz - tam, damska przebieralnia. Prawie siódma, przebieram się: biel, biel, biel. Pożyczony kask kołysze się groteskowo na moich gładkich włosach. Buty są za duże. Wracam na korytarz i prawie wpadam na odpowiedzialnego za to weterynarza. Grzeczne powitanie. "Jestem nowym stażystą". Zanim zaczniemy, formalności. "Załóż ciepłe ubranie, idź do dyrektora i przekaż świadectwo zdrowia. Dr XX powie ci, od czego zacząć".

Nawet z daleka krzyki świń uderzają mnie jak nóż. Dyrektor jest jowialnym dżentelmenem, który zaczyna od opowiedzenia mi o starych dobrych czasach, kiedy rzeźnia nie była jeszcze sprywatyzowana. Potem niestety przerywa i postanawia oprowadzić mnie osobiście. W ten sposób trafiam na rampę. Po prawej stronie znajdują się gołe betonowe kwatery otoczone lodowatymi stalowymi prętami. Niektóre są już wypełnione świniami. "Zaczynamy tu o piątej rano". Popychanie, kłótnie tu i tam, kilka ciekawskich pni przepychających się przez kraty, bystre oczy, inne niepewne i zdezorientowane. Duża locha uparcie atakuje inną; dyrektor szuka kija i kilkakrotnie uderza ją w głowę. "W przeciwnym razie będą się mocno gryźć". Na dole transporter opuścił drewnianą klapę, przednie świnie unikają chwiejnego i pochyłego przejścia, ale od tyłu są popychane, ponieważ kierowca wspiął się między nimi i zadaje potężne ciosy gumowym wężem. Nie zdziwię się później z powodu wielu czerwonych pręg na połówkach świń. "Pałka elektryczna jest teraz zabroniona dla świń" - poucza dyrektor. Niektóre zwierzęta stawiają pierwsze kroki, potykając się i niepewnie, potem reszta podąża za nimi, jedno wsuwa nogę między klapę a rampę, wstaje i kuleje. Znajdują się między stalowymi rozpórkami, które prowadzą ich nieuchronnie do wciąż pustego kojca. Za zakrętem przednie świnie zaklinowują się, wszystkie utknęły, a kierowca gniewnie przeklina i rzuca się na tylne, które w panice próbują wskoczyć na swoich towarzyszy. Reżyser kręci głową. "Bezmózgowie. Po prostu bezmózgi. Ile razy mówiłem, że bicie tych z tyłu nie ma sensu!". Podczas gdy ja wciąż zastygam w bezruchu, obserwując ten spektakl - z pewnością to nieprawda - śnisz - on odwraca się i wita kierowcę innego transportu, który przejechał obok pozostałych i teraz przygotowuje się do rozładunku. Uświadamiam sobie, dlaczego tutaj dzieje się to o wiele szybciej, ale także z dużo większą ilością krzyków, kiedy drugi mężczyzna wyłania się z ładowni za potykającymi się świniami, ponieważ jeśli nie będziesz wystarczająco szybki, da ci wstrząsy elektryczne. Spoglądam na mężczyznę, a potem na dyrektora, który ponownie kręci głową: "Wiesz, że teraz jest to zabronione w przypadku świń!". Mężczyzna patrzy z niedowierzaniem, po czym chowa urządzenie do kieszeni. Kto mówi o inteligencji i ciekawości w oczach świni? Z tyłu coś szturcha mnie w kolano, obracam się i patrzę w dwoje czujnych niebieskich oczu. Znam wielu miłośników zwierząt, którzy entuzjastycznie zachwycają się tak uroczymi kocimi oczami, lojalnym psim spojrzeniem - kto mówi o inteligencji i ciekawości w oczach świni? Wkrótce poznam te oczy inaczej: cicho krzyczące ze strachu, otępiałe z bólu, a potem pozbawione wzroku, złamane, wyrwane z gniazd, toczące się po zakrwawionej podłodze. Uderza mnie ostra jak brzytwa myśl, którą będę monotonnie powtarzać w głowie setki razy w kolejnych tygodniach: Jedzenie mięsa to zbrodnia - zbrodnia: ... Potem krótka wycieczka po rzeźni, zaczynająca się w pokoju socjalnym. Otwarte okno od frontu rzeźni, blade, zakrwawione połówki świń przepływają obok w nieskończoność na przenośniku taśmowym. Niezależnie od tego, dwóch pracowników siedzi przy śniadaniu. Kanapki z kiełbasą. Ich białe płaszcze pokryte są krwią, strzęp mięsa wisi pod gumowym butem. Tutaj nieludzki hałas jest nadal stłumiony, co ogłusza mnie nieco później, gdy jestem prowadzony do rzeźni. Cofam się, gdy jedna połówka świni pędzi ostro za róg i uderza w następną. Ociera się o mnie, ciepła i ciastowata. To nieprawda - to absurd - niemożliwe. Mimowolnie spodziewasz się potworów, ale to miły dziadek z sąsiedztwa, bezczelny młody człowiek z ulicy... Wszystko spada na mnie w tym samym momencie. Przeraźliwe krzyki. Pisk maszyn. Stukot metalu. Przenikliwy smród spalonych włosów i poparzonej skóry. Mgiełka krwi i gorącej wody. Śmiech, beztroskie okrzyki. Błyskające noże, haki do mięsa przewiercone przez ścięgna, zwisające z nich półzwierzęta bez oczu i z drgającymi mięśniami. Kawałki mięsa i organów, które spadają z pluskiem do rynny wypełnionej krwią tak, że obrzydliwy wywar pryska na mnie. Tłuste włókna mięsa na podłodze, na których można się poślizgnąć. Ludzie w bieli, z krwią spływającą z ich płaszczy, z twarzami pod hełmami lub czapkami, tacy, jakich widuje się wszędzie: w metrze, w kinie, w supermarkecie. Mimowolnie spodziewasz się potworów, ale to miły dziadek z sąsiedztwa, bezczelny młody człowiek z ulicy, zadbany dżentelmen z banku. Otrzymuję przyjazne powitanie.

Kierownik szybko pokazuje mi rzeźnię bydła, która jest dziś pusta - "Bydło jest we wtorki!" -, po czym przekazuje mnie kobiecie i wychodzi; ma pracę do wykonania. "Może pan obejrzeć rzeźnię w wolnej chwili". Miną trzy tygodnie, zanim się do tego zabiorę. Pierwszy dzień jest dla mnie wciąż wytchnieniem. Siedzę w małym pomieszczeniu obok pokoju socjalnego i godzina po godzinie wyrzucam małe kawałki mięsa z wiadra z próbkami, które jest regularnie uzupełniane przez zakrwawioną rękę z rzeźni. Każdy kawałek - zwierzę. Całość jest następnie siekana na porcje, mieszana z kwasem solnym i gotowana do testu na włośnicę. Pani pokazuje mi wszystko. Następnego dnia sam staję się częścią gigantycznej maszyny do siekania. Szybka odprawa - "Tutaj, usuń resztę pierścienia gardłowego i wytnij węzły chłonne żuchwy. Czasami rogowy but jest nadal przymocowany do pazurów, usuń go". - i tnę dalej, trzeba to zrobić szybko, taśma się ciągnie, i tak w kółko. Nade mną usuwane są inne części tuszy. Jeśli mój kolega pracuje zbyt energicznie lub zbyt dużo krwawego bulionu gromadzi się w mojej rynnie, zaciek pryska mi w twarz. Próbuję przejść na drugą stronę, ale tam świnie są cięte ogromną, tryskającą wodą piłą; nie da się tu stać bez przemoczenia do kości. Z zaciśniętymi zębami kontynuuję piłowanie, wciąż zbyt spiesząc się, by myśleć o całym horrorze, i muszę bardzo uważać, by nie pociąć sobie palców. Następnego dnia pożyczam rękawicę łańcuchową od kolegi, który już przez to przeszedł. I przestaję liczyć świnie, które prześlizgują się obok mnie ociekając. Nie używam już gumowych rękawic. Okropnie jest grzebać w ciepłych zwłokach gołymi rękami, ale gdy nieuchronnie sięgasz dłońmi do ramion, lepka mieszanka płynów ustrojowych i tak spływa do rękawic, więc można się bez nich obejść. Dlaczego wciąż kręci się horrory, skoro to jest to, co mają? Prawdziwymi brutalami są wszyscy ci, którzy codziennie zlecają te masowe morderstwa. Wkrótce nóż się stępi. "Daj mi go - naostrzę go dla ciebie!" uprzejmy dziadek, w rzeczywistości weteran inspekcji mięsnej, mruga do mnie. Po oddaniu naostrzonego noża pogawędził trochę, opowiedział mi dowcip i wrócił do pracy. Przez chwilę bierze mnie pod swoje skrzydła i pokazuje mi kilka małych sztuczek, które ułatwiają pracę na linii montażowej. "Prawda? Nie podoba ci się tutaj. Widzę to. Ale musisz przez to przejść". Nie uważam go za niesympatycznego, robi wiele, by mnie pocieszyć. Większość pozostałych również jest bardzo chętna do pomocy; jestem pewien, że naśmiewają się z wielu stażystów, którzy przychodzą i odchodzą, najpierw zszokowani, a potem z zaciśniętymi zębami. Ale robią to dobrodusznie, nie ma nękania. To sprawia, że myślę, że - z kilkoma wyjątkami - nie mogę postrzegać ludzi tu pracujących jako brutali, są po prostu zmęczeni, tak jak ja stałem się z czasem. To jest samoobrona. Inaczej nie można tego znieść. Nie, prawdziwymi brutalami są wszyscy ci, którzy codziennie zlecają to masowe morderstwo, którzy zmuszają zwierzęta do nędznej egzystencji i jeszcze bardziej nędznego końca przez swoją chciwość na mięso - a innych ludzi do poniżającej i brutalnej pracy. Powoli staję się małym trybikiem w tym potwornym automatyzmie śmierci. W pewnym momencie, podczas niekończących się godzin, monotonne ruchy rąk stają się mechaniczne i nużące. Niemal uduszony ogłuszającą kakofonią (= dysonansem) i wszechobecnością nieopisanego horroru, umysł wygrzebuje się z otchłani odrętwiałych zmysłów i zaczyna ponownie funkcjonować. Rozróżnia, organizuje, próbuje zrozumieć. Ale to niemożliwe. Kiedy po raz pierwszy - drugiego lub trzeciego dnia - zdaję sobie sprawę, że wykrwawione, podpalone i przepiłowane świnie wciąż drgają i machają ogonami, nie jestem w stanie się ruszyć. "One - one wciąż drgają...", mówię do przechodzącego weterynarza, chociaż wiem, że to tylko nerwy. On uśmiecha się: "Kurczę, ktoś się pomylił - tak naprawdę nie jest jeszcze martwy!". Upiorny puls drży w połówkach zwierząt, wszędzie. Gabinet horrorów. "Nie wyglądaj tak nieprzyjaźnie. Choć raz się uśmiechnij. Naprawdę chciałaś być weterynarzem". Po powrocie do domu kładę się na łóżku i wpatruję w sufit. Godzina po godzinie. Każdego dnia. Moje najbliższe otoczenie reaguje irytacją. "Nie wyglądaj tak nieprzyjaźnie. Uśmiechnij się chociaż raz. Naprawdę chciałaś być weterynarzem". Weterynarzem. Nie rzeźnikiem zwierząt. Nie mogę tego znieść. Tych komentarzy. Tej obojętności. Tego oczywistego zabijania. Chcę, muszę mówić, wyrzucić to z siebie. Dławię się tym. Chcę opowiedzieć o świni, która nie mogła już chodzić, która siedziała z rozkraczonymi tylnymi nogami. Którą kopali i bili, aż zapędzili ją do boksu. Patrzyłem na nią potem, gdy przelatywała obok mnie w kawałkach: rozdarcia mięśni po obu stronach wewnętrznych ud. Ubój numer 530 tego dnia, numer, którego nigdy nie zapomnę.

Chcę opowiedzieć o dniach uboju bydła, o łagodnych brązowych oczach, które są tak pełne paniki. O próbach ucieczki, o wszystkich ciosach i przekleństwach, aż w końcu nieszczęsne zwierzę staje w żelaznym kojcu gotowe do zastrzelenia, z panoramicznym widokiem na halę, w której jego pobratymcy są obdzierani ze skóry i rozczłonkowywani - potem śmiertelny strzał, w następnej chwili łańcuch na tylnej łapie, który ciągnie miotające się, wijące się zwierzę do góry, podczas gdy głowa jest już odcinana poniżej. Bezgłowe, tryskające strumieniami krwi ciało unosi się do góry, kopiąc nogami... Opowiadają o upiornym, trzaskającym dźwięku, gdy wciągarka odrywa skórę od ciała, o zautomatyzowanym ruchu palców, którymi dekapitatorzy wybierają gałki oczne - te poskręcane, z czerwonymi żyłkami, wybrzuszone - z oczodołów i wrzucają je do dziury w podłodze, gdzie znikają "odpady". Z umazanego aluminium zsypu, na którym lądują wszystkie wnętrzności wyrwane z ogromnej zdekapitowanej tuszy, a które następnie znikają, z wyjątkiem wątroby, serca, płuc i języka - nadających się do spożycia - do swego rodzaju zsypu na śmieci. Małe, już całkowicie wykończone cielęta różnej wielkości, delikatne i nagie, z oczami zamkniętymi w ochronnych workach owodniowych, które nie były w stanie ich ochronić ...Chciałbym wam powiedzieć, że pośród tej oślizgłej, krwawej góry zawsze można znaleźć ciężarną macicę, że widziałem małe cielęta wszystkich rozmiarów, które wyglądały na całkiem gotowe, delikatne i nagie, z zamkniętymi oczami w swoich ochronnych workach owodniowych, których nie były w stanie ochronić, - najmniejszy tak malutki jak nowonarodzony kotek, a jednak prawdziwa miniaturowa krowa, największa miękkowłosa, brązowo-biała i z długimi jedwabistymi rzęsami, zaledwie kilka tygodni przed urodzeniem. "Czy to nie cud, co tworzy natura?" - mówi dyżurujący tego dnia weterynarz, wpychając macicę i płód do bulgoczącego śmietnika. I teraz już wiem na pewno, że Boga nie może być, bo żaden piorun nie spada z nieba, by pomścić tę zniewagę, która wciąż się powtarza. Nie ma też Boga dla żałośnie chudej krowy, która, gdy przyjeżdżam o siódmej rano, drga konwulsyjnie w lodowatym, przewiewnym korytarzu tuż przed boksem do zabijania i nie ma nikogo, kto zlitowałby się nad nią w formie szybkiego strzału. Inne zwierzęta muszą zostać zabite jako pierwsze. Kiedy wychodzę w południe, ona nadal leży i drga, nikt jej nie uwolnił pomimo wielokrotnych próśb. Poluzowałem kantar, który niemiłosiernie wrzynał się w jej ciało, i pogłaskałem ją po czole. Patrzy na mnie swoimi wielkimi oczami, a ja uświadamiam sobie, że krowy potrafią płakać. Wina za bezczynne przyglądanie się zbrodni jest tak samo ciężka, jak wina za jej popełnienie. Czuję się tak nieskończenie winna. Moje ręce, fartuch i buty są poplamione krwią moich krów, godzinami stałam pod taśmą, rozcinając serca, płuca i wątroby - "Zawsze jesteś całkowicie przemoczona przez bydło", już mnie ostrzegano. O tym właśnie chcę ci opowiedzieć, żebym nie musiała znosić tego sama - ale w zasadzie nikt nie chce tego słuchać. Nie, żeby nie pytano mnie wystarczająco często w tym czasie. "Jak to jest w rzeźni? Cóż, nie dałbym rady!". Paznokciami wbijam sobie w dłonie ostre półksiężyce, żeby nie trafić w te pełne politowania twarze albo nie wyrzucić telefonu przez okno - chce mi się krzyczeć, ale to wszystko, czego jestem świadkiem na co dzień, już dawno stłumiło krzyk w moim gardle. Nikt nie zapytał, czy dam radę. Reakcje nawet na najprostsze odpowiedzi ujawniają niepokój związany z tematem. "Tak, to straszne i rzadko jemy mięso". Często jestem zachęcana: "Zaciskaj zęby, musisz przez to przejść i wkrótce będziesz miała to za sobą!". Dla mnie jest to jedno z najgorszych, najbardziej bezdusznych i ignoranckich stwierdzeń, ponieważ masakra trwa dzień po dniu. Nie sądzę, by ktokolwiek zdawał sobie sprawę z tego, że moim problemem było nie tyle przetrwanie tych sześciu tygodni, ale to, że to potworne masowe morderstwo dzieje się miliony razy na wszystkich, którzy jedzą mięso. Zwłaszcza ci mięsożercy, którzy twierdzą, że są miłośnikami zwierząt, są teraz dla mnie zupełnie niewiarygodni. "Przestań - nie psuj mi apetytu!". Zostałem również rygorystycznie odepchnięty w ten sposób więcej niż raz, po czym nastąpiła eskalacja: "Jesteś terrorystą! Każdy normalny człowiek się z ciebie śmieje!". Jakże samotnie czujesz się w takich chwilach. Od czasu do czasu spoglądam na mały płód bydlęcy, który zabrałem do domu i umieściłem w formalinie.

Memento mori. Niech się śmieją, "normalni ludzie". Oczy, których nigdy nie zapomnę, oczy, w które powinien spojrzeć każdy, kto pragnie ciała. Rzeczy stają się abstrakcyjne, gdy jesteś otoczony tak gwałtowną śmiercią; twoje własne życie wydaje się nieskończenie bez znaczenia. W pewnym momencie patrzysz na anonimowe rzędy rozczłonkowanych świń, które wiją się przez halę i zadajesz sobie pytanie: czy byłoby inaczej, gdyby ludzie tu wisieli? Zwłaszcza tylna anatomia zabitych zwierząt, tłusta, pryszczata i czerwona, zadziwiająco przypomina to, co wycieka spod obcisłych kąpielówek na słonecznych wakacyjnych plażach. Niekończące się krzyki, które odbijają się echem od hali uboju, gdy świnie wyczuwają śmierć, mogłyby również pochodzić od kobiet lub dzieci. Nie mogę pomóc, ale staję się odrętwiały. W pewnym momencie myślę tylko: stop, to powinno się skończyć, mam nadzieję, że będzie szybki z elektrycznymi szczypcami, żeby w końcu przestało. "Wiele świń nie wydaje żadnego dźwięku", powiedział kiedyś jeden z weterynarzy, "inne po prostu stoją i krzyczą bez żadnego powodu." Ja też na to patrzę - jak stoją i krzyczą "bez żadnego powodu". Ponad połowa stażu dobiega końca, gdy w końcu wchodzę do sali egzekucyjnej, by móc powiedzieć: "Widziałem". Ścieżka, która zaczyna się z przodu rampy załadunkowej, zamyka się tutaj. Nagi korytarz, do którego otwierają się wszystkie kojce, zwęża się, a drzwi prowadzą do małego kojca dla czterech lub pięciu świń naraz. Gdybym miał kiedykolwiek przedstawić pojęcie "strachu", narysowałbym świnie skulone przy zamkniętych za nimi drzwiach, narysowałbym ich oczy. Oczy, których nigdy nie zapomnę. Oczy, w które powinien spojrzeć każdy, kto pragnie mięsa. Świnie są rozdzielane za pomocą gumowego węża. Jedna jest wpychana do przodu do boksu, który otacza ją ze wszystkich stron. Wrzeszczy, próbuje się wyrwać do tyłu, a kierowca często ma pełne ręce roboty, zanim w końcu uda mu się zamknąć boks za pomocą elektrycznej zasuwy. Po naciśnięciu przycisku podłoga boksu zostaje zastąpiona rodzajem ruchomych sań, na których znajduje się świnia, otwiera się drugi suwak przed nią, a sanie ze zwierzęciem przesuwają się do innego boksu. Stojący obok rzeźnik - zawsze potajemnie nazywałem go "Frankensteinem" - przykłada elektrody; trzypunktowe znieczulenie, jak wyjaśnił mi kiedyś reżyser. Widać, jak świnia podnosi się w pudełku, a następnie sanie odsuwają się, a drgające zwierzę uderza o ziemię na pokrytej krwią rynnie i wije się na nogach. Tutaj również czeka szorstki rzeźnik, nóż trafia nieomylnie pod prawą przednią nogę, tryska ciemna krew i ciało ześlizguje się dalej. Kilka sekund później żelazny łańcuch oplata już tylną nogę i podciąga zwierzę do góry, a rzeźnik odkłada nóż, sięga po leżącą na podłodze butelkę coli, która pokryta jest centymetrową warstwą zakrzepłej krwi, i bierze łyka. Ogień rozbłyska i przez kilka sekund ciała trzęsą się i wydają się wykonywać groteskowy taniec podskoków. Podążam za krwawiącymi zwłokami zwisającymi z haka do "piekła". Tak nazwałem następne pomieszczenie. Jest wysokie i czarne, pełne sadzy, smrodu i ognia. Po kilku przesiąkniętych krwią zakrętach rząd świń dociera do czegoś w rodzaju ogromnego pieca. To tutaj szczecina jest usuwana. Z góry zwierzęta wpadają do leja zbiorczego i zsuwają się do wnętrza maszyny. Można zajrzeć do środka. Pojawia się ogień i przez kilka sekund ciała są potrząsane i wydają się wykonywać groteskowy taniec. Następnie uderzają o duży stół po drugiej stronie i natychmiast zostają pochwycone przez dwóch szorstkich rzeźników, którzy zeskrobują resztki szczeciny, wyrywają gałki oczne i oddzielają rogowe buty od pazurów. Wszystko to trwa zaledwie chwilę, a praca wykonywana jest w systemie akordowym. Haki przechodzą przez ścięgna tylnych nóg i martwe zwierzęta ponownie zwisają, przesuwając się w kierunku stalowej ramy zaprojektowanej jak miotacz ognia: szczeknięcie i ciało zwierzęcia zostaje otoczone tuzinem płomieni, które płoną przez kilka sekund.

Taśmociąg rusza ponownie, prowadząc do następnej hali - tej, w której stoję od trzech tygodni. Organy są usuwane i przetwarzane na górnym taśmociągu: Obmacujemy język, oddzielamy migdałki i przełyk i wyrzucamy je, wycinamy węzły chłonne, otwieramy płuca na odpady, tchawicę i serce, pobieramy próbkę włosienia, usuwamy woreczek żółciowy i badamy wątrobę pod kątem guzków robaczkowych. Wiele świń jest odrobaczonych, a ich wątroby są pełne guzków robaków i muszą zostać wyrzucone. Wszystkie inne narządy, takie jak żołądek, jelita i układ rozrodczy kończą jako odpady. Na dolnym przenośniku taśmowym pozostałe tusze są przygotowywane do użycia: cięte na kawałki, wycinane są stawy, usuwany jest odbyt, nerki i łuski, odsysany jest mózg i rdzeń kręgowy itp. Zwierzęta nie nadające się do spożycia są "tymczasowo konfiskowane". Stemplowanie to spocona praca dla niewprawionych, letnie, śliskie tusze zwisają bardzo wysoko pod koniec taśmy, a jeśli nie chcesz zostać przez nie uderzony, musisz się spieszyć, bo połówki uderzają o siebie z dużą siłą przed wagą. Czuję się tak, jakby ta plama i zapach przylgnęły do mnie na zawsze. Precz, po prostu precz... Nie potrafię powiedzieć, jak często przez te wszystkie dni mój wzrok wędrował na zegar wiszący w pokoju socjalnym. Z pewnością żaden zegar na świecie nie chodzi wolniej niż ten. Przerwa jest dozwolona każdego ranka o wpół do, oddycham z ulgą i pędzę do toalety, oczyszczam się z krwi i skrawków ciała w prowizoryczny sposób; czuję się tak, jakby ta plama i zapach przylgnęły do mnie na zawsze. Na zewnątrz, po prostu na zewnątrz. Nigdy nie byłam w stanie zjeść ani kęsa w tym domu. Przerwę spędzam na zewnątrz, niezależnie od tego, jak jest zimno, podchodząc do ogrodzenia z drutu kolczastego i wpatrując się w pola i skraj lasu, obserwując wrony. Albo idę do centrum handlowego po drugiej stronie drogi, gdzie jest mała piekarnia, w której można się rozgrzać filiżanką kawy. Dwadzieścia minut później, z powrotem do przenośnika taśmowego. Jedzenie mięsa to zbrodnia. Żaden mięsożerca już nigdy nie będzie moim przyjacielem. Nigdy. Nigdy więcej. Każdy, myślę, że każdy, kto je mięso, powinien zostać tu wysłany, każdy musiałby to zobaczyć, od początku do końca. Sterylnie zamknięty sznycel w supermarkecie nie ma już oczu przepełnionych nagą agonią, nie krzyczy. Stoję tu nie dlatego, że chcę być weterynarzem, ale dlatego, że ludzie myślą, że muszą jeść mięso. I nie tylko dlatego: także dlatego, że są tchórzami. Sterylnie zamknięty sznycel w supermarkecie nie ma już oczu przepełnionych nagą agonią, nie krzyczy. Oszczędzają sobie tego wszystkiego, wszyscy ci, którzy żywią się zbezczeszczonymi zwłokami: "Cóż, nie mógłbym tego zrobić!" Pewnego dnia przychodzi rolnik i przynosi próbki mięsa do badania na włośnicę. Towarzyszy mu mały chłopiec, może dziesięcio- lub jedenastoletni. Widzę, jak dziecko przyciska nos do przedniej szyby i myślę: Gdyby dzieci widziały cały ten horror, wszystkie te zamordowane zwierzęta, czy nie byłoby jeszcze nadziei? Słyszę, jak chłopiec woła ojca. "Tatusiu, spójrz na to! To jest wspaniałe! Ta wielka piła. - Wieczorem w telewizji "Aktenzeichen XY ungelöst" donosi o zbrodni na młodej dziewczynie, która została zamordowana i rozczłonkowana, oraz o bezimiennym przerażeniu i obrzydzeniu ludności tym okrucieństwem. "Widziałem coś podobnego 3700 razy w tym tygodniu", wtrącam. Teraz nie jestem już tylko terrorystą, jestem również chory na głowę. Ponieważ czuję przerażenie i obrzydzenie nie tylko z powodu morderstwa człowieka, ale także z powodu morderstwa zwierząt, które były deptane tysiące razy: 3700 razy tylko w tym jednym tygodniu, tylko w tej jednej rzeźni. Być człowiekiem - czy to nie oznacza powiedzieć "nie" i odmówić bycia zleceniodawcą masowego mordu - dla kawałka mięsa? Dziwny nowy świat. Być może malutkie cielęta wyrwane z łona matki, które umarły zanim się urodziły, miały najlepszy los z nas wszystkich. W pewnym momencie nadejdzie ostatni z tych niekończących się dni. W pewnym momencie trzymam w rękach potwierdzenie odbycia stażu, kawałek papieru, opłacony drożej niż kiedykolwiek zapłaciłem za cokolwiek. Drzwi się zamykają, a nieśmiałe listopadowe słońce prowadzi mnie przez nagi dziedziniec do autobusu. Krzyki i hałas maszyn cichną. Kiedy przechodzę przez ulicę, duża ciężarówka z przyczepą do przewozu bydła skręca w stronę wejścia do rzeźni. Odchodzę, nie oglądając się za siebie, ponieważ byłem świadkiem i teraz chcę spróbować zapomnieć, aby móc żyć dalej. Niech inni walczą teraz; w tym domu odebrali mi siłę, wolę, radość życia i zamienili je na poczucie winy i paraliżujący smutek. Piekło jest wśród nas, tysiące razy, dzień po dniu, ale jedno zawsze pozostaje dla każdego z nas: powiedzieć nie. Nie, nie i jeszcze raz nie!" (Koniec raportu pani Haupt)

Znany autor i psycholog dr Helmut Kaplan napisałesej "Zdrada zwierząt" (pełny tekst na stronie http://www.vegetarismus.org/kaplan/texte/a214.htm).
O to fragment, który zaczyna się od odniesienia do raportu pani Haupt na temat rzeźni:

"Fakt, że Christiane M. Haupt w żadnym wypadku nie złapała szczególnie złej rzeźni w szczególnie niekorzystnym czasie, został w niesamowity sposób udowodniony w 2001 roku przez 12-minutową taśmę wideo o codziennym życiu w rzeźni. Nie została ona nakręcona "ukrytą kamerą", lecz podczas oficjalnie autoryzowanej sesji filmowej w certyfikowanej przez UE rzeźni w regionie przygranicznym Górnej Austrii i Bawarii.

Kluczowa scena: "Potężny byk, ciągnięty za tylną nogę żelaznym łańcuchem, wisi do góry nogami na przenośniku taśmowym - najwyraźniej oszołomiony strzałem. Rzeźnik rozcina mu kark dużym nożem i tryska krew. (...) Nagle dzieje się coś, co przyprawia widza o dreszcze: Podczas gdy rzeźnik, gwiżdżąc do siebie, rozcina klatkę piersiową, oczy zwierzęcia powoli otwierają się i zamykają. A potem byk zaczyna ryczeć - wyraźnie słyszalne na filmie: makabryczne, ochrypłe, bulgoczące muczenie zagłusza hałas procesu uboju. W końcu ociekające krwią zwierzę podnosi się jeszcze kilka razy na haku. Rzeźnik, który odcina przednie kopyta, musi się ukryć. Agonia trwa długie minuty".

Ta makabryczna scena jest, jak wspomniałem, częścią codziennego życia rzeźni (choć rzeźnia, o której mowa, jest podobno nawet "wzorcowym zakładem", dlatego należy założyć, że gdzie indziej jest jeszcze brutalniej): z 30 zwierząt ogłuszonych tu śrubą niewolniczą w ciągu godziny 6 obudziło się ponownie.

Rewizja wideo (którą pokazało kilka niemieckich magazynów telewizyjnych), w której dodano wcześniej niewidziane sekwencje, ujawniła kolejne makabryczne szczegóły: "W nowej wersji widać, że byk nie tylko ryczy, wijąc się przez minuty w agonii. Gdy rzeźnik myje siebie i pomieszczenie ubojni wężem wodnym, aby usunąć całą krew, maltretowane zwierzę próbuje pochylić się do strumienia wody ostatkiem sił i wyciągniętym językiem. Materiał filmowy wyraźnie dokumentuje, że zwierzęta te są w pełni świadome.
Wciąż zdają sobie sprawę z otoczenia, podczas gdy są rozcinane na przenośniku taśmowym i przetwarzane na mięso." Film można obejrzeć na stronie:http://www.tierrechtsfilme.at/langfilme/bruellen_der_rinder/film.htm.

Obecnym powodem nieodpowiedniego ogłuszania śrubowego w niewoli - oprócz trwającego skandalu związanego z brakiem kontroli i ogłuszaniem na akord (!) - są zmiany w metodach uboju związane z BSE: od początku 2001 r. stosowanie tak zwanego "niszczyciela rdzenia kręgowego" zostało zakazane w UE, ponieważ mogło rozprzestrzenić potencjalnie zakażoną tkankę nerwową na całe ciało zwierzęcia. Pręt ten był wprowadzany do rdzenia kręgowego przez otwór po kuli, czyniąc śmierć mózgu nieodwracalną i gwarantując, że zwierzę nie będzie już odczuwać bólu. Według Ingrid Schütt-Abraham z Niemieckiego Federalnego Instytutu Ochrony Zdrowia Konsumentów i Medycyny Weterynaryjnej, decyzja o niestosowaniu niszczyciela rdzenia kręgowego była "zaprogramowana na uzyskanie nieodpowiednich wyników". Z drugiej strony, według weterynarza Karla Wenzela z Ministerstwa Ochrony Konsumentów w Monachium, rezygnacja ta ujawniła fakt, że dochodzi do nieprawidłowego ogłuszania lub że wcześniejsze ogłuszanie śrubowe w niewoli jest po prostu niewystarczające dla niektórych zwierząt. Klaus Troeger z Niemieckiego Federalnego Instytutu Badań nad Mięsem w Kulmbach komentuje: Przed dekretem UE ze stycznia 2001 r., tj. przed wprowadzeniem zakazu stosowania niszczycieli rdzenia kręgowego, "problemy były ukrywane przez nieprawidłowo umieszczone urządzenia ogłuszające":


3.3 ZdradaNiektórzy z nas musieli już boleśnie doświadczyć, co oznacza zdrada w naszych duszach. Czasami potrzeba lat, by otrząsnąć się z paraliżującego horroru niezrozumiałej niewierności. Szok często trwa całe życie. Ale jakie to drobiazgi w porównaniu ze zdradą zwierząt! Być może kiedyś ludzie byli dla nich dobrzy, a teraz trafiają do rzeźni. Na przykład rolnicy ekologiczni nigdy nie przestają podkreślać, jak dobre relacje łączą ich ze zwierzętami. Wszyscy widzieliśmy zdjęcia rolników "z miłością" głaszczących swoje zwierzęta. A potem te zwierzęta nagle znajdują się w piekle, otoczone przez ludzi, którzy robią im najbardziej potworne i przerażające rzeczy. Christane M. Haupt, stażystka weterynarii, przeżyła zdradę zwierząt w imieniu osób jedzących mięso - i była tym załamana: "Byłam świadkiem, a teraz chcę spróbować zapomnieć, aby móc dalej żyć. Niech inni teraz walczą; odebrali mi siłę w tym domu ...

izamienili ją na poczucie winy i paraliżujący smutek". Książka Gail A. Eisnitz "Slaughter" pokazuje, że opisane do tej pory okrucieństwa to tylko wierzchołek góry lodowej zbrodni popełnianych codziennie w rzeźniach w "cywilizowanych" krajach na całym świecie. Książka Eisnitza "Rzeźnia", na potrzeby której autor przeprowadził wywiady z pracownikami rzeźni o łącznym doświadczeniu dwóch milionów godzin w boksie ogłuszającym.

Następujące fragmenty wywiadów z pracownikami rzeźni zostały zaprezentowane publicznie podczas prezentacji książki przez autora w dniu 18 września 1999 r.: "Widziałem żywą wołowinę. Słyszałem, jak muczą, gdy ludzie przykładają nóż i próbują zdjąć z nich skórę. Myślę, że to okrutne, że zwierzę umiera tak powoli, podczas gdy wszyscy wykonują przy nim różne prace". "Większość krów, które wieszają... wciąż żyje. Otwierają je. Obdzierają je ze skóry. Wciąż żyją. Ich stopy są odcięte. Mają szeroko otwarte oczy i płaczą.

Krzyczą i można zobaczyć, jak ich oczy prawie wyskakują." "Pracownik opowiedział mi, jak krowa upadła z nogą utkniętą w podłodze ciężarówki. "Jak wydostaliście ją żywą?" Zapytałem faceta. "Och", odpowiedział, "po prostu weszliśmy pod ciężarówkę i odcięliśmy jej nogę.
Kiedy ktoś ci to mówi, wiesz, że jest wiele rzeczy, o których nikt ci nie mówi"."Innym razem była żywa świnia, nie zrobiła nic złego, nawet nie biegała.
Wziąłem metrowy kawałek rury i praktycznie zatłukłem świnię na śmierć.""Jeśli masz świnię, która nie chce się ruszyć, bierzesz hak do mięsa i wbijasz go w jej odbyt. (...) Następnie odciągasz ją do tyłu.

Szarpie się świnie, kiedy żyją, a hak często wyrywa się z odbytu". "Raz wziąłem nóż - jest wystarczająco ostry - i odciąłem świni nos, jak kawałek mięsa na śniadanie. Świnia oszalała na kilka sekund. Potem po prostu siedziała i wyglądała głupio. Wziąłem więc garść solanki i posmarowałem jej nos. Teraz świnia naprawdę się wystraszyła i pchała nos wszędzie. Zostało mi jeszcze trochę soli na dłoni i wsadziłem ją prosto w tyłek świni.

Biedna świnia nie wiedziała, czy srać, czy oślepnąć." "Po pewnym czasie stajesz się odrętwiały. (...) Kiedy masz żywą świnię... nie zabijasz jej tak po prostu. Chcesz, żeby cierpiała. Wchodzisz w nią mocno, niszczysz jej tchawicę, sprawiasz, że tonie we własnej krwi. (...) Żywa świnia spojrzała na mnie, a ja po prostu wziąłem nóż i (....) wydłubałem jej oko, podczas gdy ona po prostu tam siedziała.



A ta świnia po prostu krzyczała." (koniec cytatu z dr Kaplana, pełny tekst i odniesienia można znaleźć w Interneciepod adresem: http://www.tierrechte-kaplan.org/kompendium/a214.htm) Znając tę sytuację, kto może nadal jeść mięso, produkować lub używać produktów kosmetycznych zawierających składniki pochodzenia zwierzęcego z czystym sumieniem? Czy nie powinniśmy przynajmniej współczuć i zdecydowanie odrzucić ten system zabijania i tortur oraz aktywnie z nim walczyć? Jak powiedział filozof Arthur Schopenhauer: "Współczucie jest podstawą moralności".


SkinIdent AG wspiera szereg organizacji zajmujących się dobrostanem zwierząt.

Ważna uwaga: W wyroku z dnia 12 maja 1998 r. Sąd Okręgowy w Hamburgu (numer sprawy: 313 O 85/98) orzekł, że umieszczenie linku może pociągać za sobą współodpowiedzialność za treść strony, do której prowadzi link. Można temu zapobiec jedynie poprzez formalne zdystansowanie się od tych treści. Dlatego niniejszym dystansujemy się od wszystkich treści oferowanych na stronach, do których prowadzą linki i nie przyjmujemy ich jako własnych, ponieważ nie możemy mieć stałej kontroli nad tym, jakie treści są zmieniane lub dodawane. Oświadczenie to dotyczy wszystkich linków wychodzących z tej domeny.